Śmierć i pogrzeb to nie koniec…

Pojmanie. Przed Annaszem. Przed Piłatem. Przesłuchanie. Zaparcie się Piotra. „Oto człowiek”. Wyrok. Droga krzyżowa i ukrzyżowanie. Testament z krzyża. Śmierć. Pogrzeb Jezusa.

Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu.

Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo.

Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.

Opowiadanie pt. „Na dobre i na złe”

Wanda straciła męża w wypadku. Prawie 30 lat jej małżeństwa było jednym pasmem udręk. Mąż pił z każdym rokiem więcej, aż do ostatniej chwili życia. Wanda nie skarżyła się nikomu na swój los mimo, że w domu dochodziło tak często do awantur.

Podczas pogrzebu jedna z koleżanek podeszła do niej, wzięła pod rękę i cicho powiedziała: -Miałaś tak niewiele dobrych chwil w życiu…  – Mylisz się – odparła Wanda – miałam ich bardzo dużo. To był dobry człowiek. Kochał mnie, kochał nasze dzieci, kochał ludzi. A alkohol? To była choroba. Nie opuszcza się człowieka w chorobie, nie przestaje się go w chorobie kochać.

Refleksja

Po śmierci ukochanej osoby często nasze wewnętrzne światło gaśnie. Wiedzieliśmy zapewne wielu takich ludzi, którzy po śmierci współmałżonka, przyjaciela, osoby bliskiej, załamali się i odeszli w cień ludzkiej egzystencji. Mrok zalał ich serca i nie pozwolił dotrzeć do prawdy, że śmierć to początek nowego życia. I nie jest tak, że śmierć bliskich nie powinna zaboleć, bo jest faktyczna i realna strata, ale nie powinna zabijać w nas życia…

Jezus wiedział, że śmierć jest początkiem życia. Śmierć jest integralną częścią naszego życia. Na to trzeba się zgodzić, bo nie ma z tym dyskusji. Wobec śmierci bowiem wszyscy jesteśmy równi. Wszystko jednak od nas zależy, jak do niej podejdziemy i jak ją przyjmiemy. Akceptacja własnej śmierci, ale i śmierci naszych bliskich powinna zaowocować chrześcijańską radością życia wiecznego, bo tylko w ten sposób będziemy potrafili z nią się nie tylko oswoić, ale przede wszystkim zaakceptować. Śmierć nie jest końcem, ale początkiem czegoś wielkiego, co przerasta nasze ludzkie rozumowanie…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego nie ma w nas chrześcijańskiej radość po śmierci nam bliskich?
2. Dlaczego trudno nam zaakceptować własną śmierć?
3. Dlaczego jesteśmy bezradni wobec niemocy śmierci?

I tak na koniec…

Kochać jest łatwo. To, można powiedzieć, jak z samochodem: wystarczy włączyć silnik, dodać gazu i wyznaczyć sobie cel podróży. Ale być kochaną to tak jak przejażdżka z kimś innym, jego samochodem. Nawet, jeśli uważasz tego kogoś za dobrego kierowcę, zawsze pozostaje ten podskórny strach, że może się pomylić, a wtedy w ułamku sekundy wystrzelicie oboje przez przednią szybę na spotkanie śmierci (Jonathan Carroll, Kości księżyca)