Kłamstwo ma krótkie nogi – mówimy. To prawda. Ma ono krótki żywot. Doświadczył tego każdy z nas, gdy został okłamany, ale także i wtedy, gdy sam popełnił ten grzech. Kłamstwo ma to do siebie, że wcześniej, czy później zostanie zdemaskowane. Jest to tylko kwestia czasu. Prawda demaskuje kłamstwo i zawsze walczy o swe prawdziwe oblicze: autentyczne, pełne prostoty i bez „owijania w bawełnę”. Tylko prawda bowiem mówi jak jest…

Bardzo często kłamstwo – zakłamanie zaczyna się niewinnie. To są te nasze małe kłamstewka, które pojawiają się od czasu do czasu, a potem stają się naszą codziennością. Z biegiem czasu robią jednak w człowieku tak wielkie spustoszenie, że nawet nie zorientuje, kiedy jego życie przeniknięte jest fałszem i kłamstwem – równocześnie jest niezgodne z tym, co dotychczas wyznawał.

 „Rdza niszczy żelazo, a kłamstwo duszę” (Antoni Czechow)

W Ewangelii św. Mateusza (Mt 28, 8-15) widzimy arcykapłanów, którzy obrali sobie za cel Jezusa. Szukali wszelkich metod, aby Go pojmać i zabić. W końcu znaleźli sposób i skazali Go na śmierć, ukrzyżowali i wreszcie pogrzebali, chowając Go za dużym kamieniem – symbolem zamknięcia „sprawy Jezusa”. I nawet wtedy, gdy po trzech dniach widzą pusty grób, ich uporczywość i trwanie w kłamstwie nie słabnie, nie maleje. Zwołują w trybie pilnym radę starszych, która podejmuje decyzję, że należy… nadal kłamać. Trzeba konsekwentnie iść w zaparte. Raz obrana droga ma być kontynuowana bez względu na konsekwencje. Arcykapłani zwracają się zatem do żołnierzy, którzy w taki sposób zostają wciągnięci w machinę kłamstwa, którą reprezentują faryzeusze. Chcą oni, aby żołnierze wpuścili w obieg plotkę. Chcą aby świadczyli i przysięgali o tym, czego tak naprawdę nie widzieli, bo widzieć nie mogli. Słyszymy z relacji Ewangelisty Mateusza: „Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy… spali”. W ten sposób powstała machina kłamstwa jest rozprzestrzeniana aż po dzisiejszy dzień.

Na czym polega ten mechanizm? Pamiętam dobrze taki kawał ze szkoły podstawowej. Któregoś dnia milicjant (wtedy nie było jeszcze policji) przyniósł do domu wykrywacz kłamstw, który na wypowiedziane kłamstwo reagował od razu zapaloną zieloną lampką. Milicjant chciał sprawdzić rodzinę czy mówi prawdę i nie oszukuje. W pewnym momencie, kiedy tata milicjant czytał instrukcję obsługi tego urządzenia, do domu wpadł jego syn z krzykiem: – Dostałem dziś piątkę z matematyki! Wtedy od razu zapaliła się zielona lampka wykrywacza kłamstw. – Dlaczego kłamiesz? – krzyknęła zaniepokojona matka. Gdy ja byłam w twoim wieku, to miałam same piątki. W tym momencie pojawiła się zielona lampka. – No niech będzie… czwórki… Zielona lampka. – No dobrze trójki… Zielona lampka ponownie się zapaliła. – OK. Ok. Dwóje też były – odpowiedziała zażenowana matka. Jej czerwona twarz mówiła wymownie i bardzo wiele. Na to wszystko, aby ratować całą sytuację, krzyknął ojciec: – No więc, kiedy ja chodziłem do szkoły… Wtedy ponownie zapaliła się zielona lampka…

Pół prawdy, to całe kłamstwo…

Słyszymy zatem, że żołnierze idą za namową arcykapłanów i faryzeuszów, którzy podpowiadają im, że gdy spali stało się to wszystko… Gdy spali… Skąd zatem mogli wiedzieć, że to Jego uczniowie wykradli Jezusa? Faryzeusze „dali żołnierzom sporo pieniędzy” (Mt 28, 12). Chodziło zatem o duże kłamstwo. Chodziło o wielkie sprawy i żołnierze nie mogli dostać małej sumy pieniędzy. Nie wiemy, jak dużo ich było i czy było ich więcej niż otrzymał Judasz. Nie mniej żołnierze byli zapewne zadowoleni, bo postępują tak, jak każą im arcykapłani i faryzeusze, bo „oni wzięli pieniądze i uczynili tak, jak ich pouczono” (Mt 28, 15). Ta pogłoska-kłamstwo rozniosło się między Żydami. Ewangelista Łukasz dodaje, że kilkanaście  czy też kilkadziesiąt lat po tym fakcie, pogłoska-kłamstwo to nadal krąży wśród Żydów. Pogłoska, która oparta była na świadectwie… śpiących żołnierzy, ale też i na nienawiści oraz kłamstwie arcykapłanów żydowskich.

„Kłam­stwo nie sta­je się prawdą tyl­ko dla­tego, że wie­rzy w nie więcej osób” (Oscar Wilde)

Zolnierze

Fragment Ewangelii św. Mateusza ukazuje nam pewien mechanizm, który często jest obserwowany w naszym codziennym życiu. Kłamstwo rodzi kłamstwo i im bardziej jest ono wyrachowane-przemyślane, tym mocniej wiąże się z człowiekiem. Im więcej kombinacji, schematów, przeliczeń w tworzeniu kłamstwa, tym trudniej z niego się wydostać. W pewnym bowiem momencie, żeby podtrzymać wcześniejsze kłamstwo, trzeba pójść dalej, brnąc… w następne kłamstwa. Czasami jest to niekończąca się opowieść, która nie trzyma się całości i żeby podtrzymać wcześniejsze kłamstwo, trzeba pójść jeszcze dalej, czasami radykalnie samemu sobie w słowach zaprzeczając. To w końcu rodzi w sercu bezradność i osamotnienie, ale też i wstyd przed sobą i innymi ludźmi.

Czujemy się wtedy jak upadły liść, który umiera na oczach innych ludzi. Zerwany i podeptany. Oderwany od życiodajnej gałęzi, która dawała soki życia.

Fragment Ewangelii św. Mateusza (28, 8-15) zachęca nas do refleksji nad postawą:
– arcykapłanów przesiąkniętych nienawiścią i kłamstwem;
– żołnierzy, którzy za pieniądze kłamią i dają fałszywe świadectwo innym ludziom. Pieniądze bowiem to duża pokusa, która nie jednego człowieka uwiodła i sprowadziła na złą drogę.

Byli to ludzie, którzy zamknęli się na prawdę o Chrystusie Zmartwychwstałym. Nie dopuścili bowiem do siebie Jego słów, który powiedział: Ja jestem Prawdą, Drogą i Życiem…

Tymczasem u grobu stoją dwie kobiety, daleko od celu w jakim postawieni zostali strażnicy. One nie stawiają granic działania Boga. Dlatego to ich świadectwo będzie żywym potwierdzeniem  o Zmartwychwstałym Chrystusie. Ufam, że tym właśnie świadectwem każdy z nas jest przesiąknięty.

Módlmy się każdego dnia o to, aby nasze życie było przesiąknięte prawdą o Zmartwychwstaniu Chrystusa. Pamiętajmy zawsze o tym, że pół prawdy, to całe kłamstwo. Żyjąc prawdą chronimy nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie samych.

Na koniec…

Każdy wojownik światła bał się kiedyś podjąć walkę.
Każdy wo­jow­nik światła zdradził i skłamał w przeszłości.
Każdy wo­jow­nik światła ut­ra­cił choć raz wiarę w przyszłość.
Każdy wo­jow­nik światła cier­piał z po­wodu spraw, które nie były te­go war­te.
Każdy wo­jow­nik światła wątpił w to, że jest wo­jow­ni­kiem światła.
Każdy wo­jow­nik światła za­nied­by­wał swo­je ducho­we zo­bowiąza­nia.
Każdy wo­jow­nik światła mówił „tak”, kiedy chciał po­wie­dzieć „nie”.
Każdy wo­jow­nik światła zra­nił ko­goś, ko­go kochał.
I dla­tego jest wo­jow­ni­kiem światła. Bo­wiem doświad­czył te­go wszys­tkiego i nie ut­ra­cił nadziei, że sta­nie się lep­szym człowiekiem (Paulo Coelho, Podręcznik wojownika światła).

Mt 28, 8-15
Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą. Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło.

Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.