W Ewangelii św. Mateusza mowa jest o różnych talentach, którymi mi ludzie zostaliśmy obdarowani przez Pana Boga. Każdy z nas ma je inne, ale inaczej je wykorzystuje. Inaczej pomnaża dobra, które otrzymał od Pana Boga. Mowa zatem jest również o naszym wkładzie w to, co On nam dał.

Każdy z ewangelicznych sług otrzymał określoną sumę pieniędzy. A nie dostali ich mało, bo jeden talent wart był w owym czasie 34 kilogramom złota i srebra. Każdy z nich otrzymał jednak proporcjonalnie do swoich indywidualnych potrzeb, ale też – i warto to powiedzieć – swoich indywidualnych możliwości. Bóg daje tyle człowiekowi, aby mógł zrealizować plany, marzenia i podołać ambicjom. Talenty, które każdy z nas ma, wpierw trzeba dostrzec i ciągle, przez całe życie rozwijać. Wtedy dają nam one radość i satysfakcję w codziennym życia. Bo jeśli je zakopiemy, to nie przyniosą pożytku nie tylko nam samym, ale i innym ludziom. W konsekwencji całemu światu, choćby to był wymiar tylko w skali mikro.

Pewnego razy artysta Dante Gabriel Rossetti (1828-1882) został zatrzymany przez starszego mężczyznę, który miał ze sobą kilka obrazów i chciał, aby Dante wydał opinię, co do talentu autora tych płócien. Rossetti obejrzał je wnikliwie i bardzo dokładnie. Po obejrzeniu kilku pierwszych obrazów, artysta zauważył, że są one bez wartości, a ich autor tak po prostu nie ma talentu. Dante, będąc człowiekiem delikatnym, nie chciał zranić starego człowieka, dlatego oględnie powiedział, że obrazy nie mają wielkiej wartości, ale ich autor ma odrobiną talentu. Było mu bardzo przykro – mówiąc te słowa – ale nie mógł i nie chciał nikogo okłamywać. Taka ocena zmartwiła starszego człowieka, ale po jego twarzy było widać, że chyba takiej odpowiedzi się spodziewał.

Następnie, przepraszając Rossattiego, że zabiera mu czas, zapytał ponownie, czy artysta mógłby ocenić obrazy młodego studenta. Dante spojrzał na nie, wyraźnie ożywił się i z entuzjazmem powiedział: – „Te są bardzo dobre. Ten młody student ma wielki talent. Trzeba mu udzielić wszelkiej pomocy, aby rozwijał swój talent.” – Kto jest tym młodym utalentowanym artystą? Twój syn?”. – „Nie – odpowiedział smutno stary mężczyzna. To jestem ja sprzed czterdziestu lat. Gdybym wtedy usłyszał tą pochwałę, nie zmarnowałbym swego talentu, nie poddałbym się tak łatwo”.

Dlaczego tak szybko i łatwo poddał się tak ten mężczyzna? Przede wszystkim nie zrobił nic, aby go rozwinąć… W Ewangelii czytamy i mamy chyba pośrednią odpowiedź do tej historii utalentowanego malarza. Czytamy u św. Mateusza: – Panie wiedziałem, żeś jest człowiek twardy (lęk): chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś (zatwardziałość) i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał (zazdrość). Bojąc się więc (bojaźń), poszedłem (ucieczka i rozczarowanie) i ukryłem (rozpacz i bezradność) twój talent z ziemi (nieskończoność, brak perspektyw na poprawę obecnej sytuacji).

W tym jednym zdaniu mamy obraz człowieka, który zalękniony o samego siebie, sparaliżowany wręcz sytuacją w jakiej się znalazł, doświadcza swoich słabości, a są nimi: lęk, zatwardziałość serca, zazdrość, bojaźń, ucieczka, rozczarowanie, rozpacz, bezradność i brak perspektyw na poprawę obecnej sytuacji. Stopniowo w serce tego człowieka wkradł się szatan, który zamyka go na działanie Pana Boga. Wyszedł egoizm: ja sam sobie poradzę bez Ciebie Panie Boże, bo Cię nie potrzebuję. Wiara tylko w siebie samego, a więc pycha przeniknęła jego umysł i serce. Zakopał, czyli ukrył pomoc, którą otrzymał od Boga. Pozbył się talentu, uznając, że jest mu niepotrzebny, że jest tylko zawadą do zrealizowania swojego urojonego planu.

George Bernard Show powiedział: „Co ważniejsze dla sukcesu: talent czy pracowitość? A co ważniejsze w rowerze: przednie czy tylne koło?” Każdego dnia odkrywamy w sobie talenty, a więc predyspozycje i możliwości dane nam od Boga. Jednak również swoim zaangażowaniem i pracą, angażując się w to co tu i teraz rozwijamy siebie samego w świecie, gdzie przyszło nam żyć. Wtedy dopiero nasze talenty przynoszą spodziewany owoc. To pojęli pierwsi dwaj słudzy, którzy otrzymali proporcjonalnie, jeden 5 talentów, a drugi 2. Gdyby oni, ci dwaj zaczęli się porównywać, jeden drugiemu udowadniać, który tych talentów ma więcej (zazdrość), a który tych talentów ma mniej (pycha), wtedy skończyliby obaj jak ten trzeci sługa. Oni jednak ucieszyli się tym, co mają i przez to mogli pochwalić się swoim sukcesem ze swoim Panem.

Nauka z dzisiejszej Ewangelii jest taka, że nie pycha, zazdrość, lęk, bojaźń, ucieczka czy rozpacz oraz bezradność powinny kierować naszym życiem, ale odwaga, rozum i zaangażowanie. To one powinny pobudzać nasze czyny, a wtedy świat w naszych oczach zmieni zupełnie swoje oblicze. Obyśmy byli dziś solą ziemi i światłem świata dzieląc się z drugim człowiekiem swoimi talentami. Obojętnie jakie one są, najważniejsze, żeby je rozwijać spokojnie i systematycznie, bo wtedy będą pomocne Bogu, sobie i innym ludziom.

Johann Wolfgang Goethe powiedział: „Talent kształci się w ciszy, a charakter – w wirze świata”. Wykorzystujmy to, co dał nam Bóg. Uwierzmy we własne siły i pomnażajmy w nas to, co oryginalne tylko dla nas, aby dzielić się tym z drugim człowiekiem. Od nas zależy jak wykorzystajmy dary i zdolności dane nam od Boga.

Mt 25, 14-30

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:

«Podobnie jest z królestwem niebieskim jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana.

Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi.

Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!”

Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: „Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!”

Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem twardym: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”».