Pewnego ranka Marysia obudziła się i wydawało się, że słyszy hałas z salonu. Ku jej zaskoczeniu zobaczyła męża. W ogóle się tego dzisiaj nie spodziewała, bo wiedziała, że jest daleko za granicą, gdzie pracuje jako kierowca ciężarówki. – Gdzie są twoje rzeczy? – zapytała Marysia. – Nie zabrałem ich, teraz przyszedłem tylko porozmawiać.

Marysia  była zszokowana, ponieważ ostatnim razem rozstali się w zaciekłej kłótni, a potem nie rozmawiali przez kilka dni. – O czym chcesz ze mną porozmawiać? – pomyślała. – Przyszedłem, żeby ci powiedzieć, że kiedy wyjeżdżałem, było między nami wiele bezsensownych i głupich debat, ale chcę, żebyś wiedziała, że i tak bardzo cię kocham. W ostatnich dniach chciałem dzwonić do ciebie tysiące razy, ale moja duma, mój upór, była silniejsza i nie pozwoliła mi! Chcę, żebyś mi wybaczyła!

Marysi natychmiast zmiekło serce do męża i powiedziała. – Chcę, żebyś wiedział, że ​​bardzo cię kocham i jestem z ciebie dumna za wszystko, co robisz codziennie dla naszej rodziny. – Ty i nasze dzieci jesteście najważniejsi i najcenniejsi w moim życiu – odpowiedział mąż, a potem cicho pocałował Marysię w czoło.  – Nie zapominaj, proszę, cokolwiek się stanie, zawsze będę przy tobie. Muszę odejść, ale ta droga będzie bardzo długa.

W tym momencie zadzwonił telefon. – Dzień dobry. Czy dodzwoniłem się do pani Marysi? – Tak, to ja, a o co chodzi? – Chcę pani powiedzieć, że … pani mąż miał poważny wypadek … nie żyje. Naprawdę bardzo mi przykro… – To nieporozumienie, bo mój mąż jest w domu, właśnie przed chwilą z nim rozmawiałam. Musiał pan się pomylić i zadzwonić pod zły numer. 

Rozłączyła się. Marysia obeszła cały dom, szukając męża w każdym pokoju, ale nigdzie go nie było.  Poczuła jak jej dusza jest pełna wielkiego bólu i zimno ogarnęło całe jej ciało. Serce zamarło i upadła na kolana na środku salonu.  Zdała sobie sprawę, że jej mąż nie wrócił do domu! To, co wydawało się tak realne, było tylko wizją, a wezwanie nie było złe i tylko dusza męża pożegnała się! 

Nigdy nie wychodź zły z domu! Może ostatni raz widzisz swoich bliskich i przytulasz ich ostatni raz! Pożegnaj się z miłością, jakby to był ostatni raz! Zawsze starajmy się być wdzięczni za życie, ponieważ jest tak kruche i niezastąpione![1]

Myślą przewodnią dzisiejszego fragmentu Ewangelii św. Łukasza (17, 11-19jest temat wdzięczności. W swoim osobistym życiu spotkałem wielu ludzi dla których był on tematem wręcz „tabu”, nieznanym, wręcz omijanym z pełną premedytacją. Często z własnego wyboru nie doświadczali ono wielu pięknych chwil i ważnych w swoim życiu, bo wydawało im się, że wszystko im się należy. Ta dla mnie niezrozumiała i obca „umiejętność” pozbawiała ich bardzo drogocennego doświadczenia, które jest przecież jak bardzo zwykłą i naturalną umiejętnością osoby wrażliwej i delikatnej w byciu z drugim człowiekiem. Bez tej cennej umiejętności nie osiągnie się szczęścia i poczucia spełnienia w swoim osobistym i wspólnotowym życiu. Dlaczego? Ponieważ „wdzięczność otwiera wrota do… potęgi, mądrości, kreatywności całego wszechświata. Otwierasz te wrota właśnie za pomocą wdzięczności”[2]. Jak mówi jeden z pisarzy jest ona lekcją życia: „Bądź wdzięczny za trudne chwile. One pozwalają ci się rozwijać. Bądź wdzięczny za swoje ograniczenia, ponieważ one dają ci szansę na poprawę. Bądź wdzięczny za każde nowe wyzwanie, ponieważ ono buduje twoją siłę i charakter. Bądź wdzięczny za swoje błędy. Przekazują Ci cenne lekcje”[3].

Dwóch sprytnych żebraków dotarło za chlebem nawet do króla. Ten za każdym razem obdarowywał ich hojną jałmużną. Pierwszy z żebraków dziękował wciąż królowi za jego serce i wspaniałomyślność; drugi natomiast dziękował zawsze Bogu za to, że obdarzył króla taką władzą i takimi środkami, iż może on pomagać swoim poddanym. Postawa ta nie spodobała się monarsze. 

Pewnego razu kazał więc upiec dwa jednakowe chleby i do jednego włożył parę drogich kamieni, które miały być osobistym podarkiem i nagrodą dla tego, który chwali króla. Ten, co chwalił Boga, miał otrzymać zwykły bochenek. 

Piekarz zrobił, jak król przykazał. Tymczasem jednak, gdy żebracy opuścili pałac „królochwalca” zauważył, że jego bochenek jest podejrzanie ciężki. Myśląc więc, że jest źle wypieczony, wymienił się chytrze z kolegą. Oczywiście ten, gdy znalazł hojny dar, podziękował serdecznie Bogu, że w tak niespodziewany sposób uwolnił go od żebrania[4].

Prowokuje nas to, do zadania sobie pytania: „Czy słowa dzisiejszej Ewangelii oznaczają, że Bóg domaga się od nas, byśmy Mu dziękowali za to, co On robi dla nas? Oczywiście, że nie. Bóg działa w naszym życiu bez oczekiwania na jakąkolwiek wdzięczność. To jednak nie zmienia faktu, że sprawia Mu radość, kiedy dziękujemy. Ta Jego radość bierze się stąd, że dobre dla nas jest to, iż dziękujemy Bogu i oddajemy Mu chwałę. Dziękczynienie (czyli Eucharystia) jest niesamowitym pokarmem dla naszego serca. Kto dużo dziękuje, ten staje się silny i dobry”[5]. Dlaczego? Ponieważ w „twoim życiu zawsze będą ludzie, którzy traktują cię źle. Pamiętaj, by podziękować im za uczynienie cię silnym”[6].

Simone Weil pisze, że „Bóg czeka cierpliwie, aż w końcu zechcę Go kochać. Bóg czeka jak żebrak, który stoi milczący i nieruchomy przed kimś, kto może da mu kawałek chleba. Czas jest tym czekaniem Boga…  który żebrze o naszą miłość”.    

Ten, kto jest wdzięczny za coś, co otrzymał od innych, jest przyjacielem przeszłości. Ten, kto z wdzięczności za to znów uczyni coś dobrego, jest przyjacielem teraźniejszości. Ten, kto pokaże innym, jak wiele zawdzięczamy sobie nawzajem, jest przyjacielem przyszłości.

Lew zbudzony z drzemki psotami mysz chwycił jedną z nich i groził, że za karę natychmiast ją zje. – Daruj mi życie – prosiła mysz – a nie zapomnę ci tego i odwdzięczę się kiedyś. Lew rozbawiony propozycją rewanżu puścił ją wolno. Niedługo potem ten sam lew nie mógł uwolnić się z sideł myśliwych. Wtedy zjawiła się mysz, przegryzła sznur pułapki i lew był wolny.

Wdzięczność nie jedno ma imię. Możemy i powinniśmy być wdzięczni za wszystko, ale przede wszystkim za dar życia. To życie jednak w dużej mierze zależy od innych ludzi. Mają oni na nas wpływ pośredni, ale też i bezpośredni. Powinniśmy dziękować zatem naszym życiem za każdą sytuację, szczególnie wtedy, gdy doświadczamy od kogoś dobra. Zdarzają się też i złe sytuacje, za które też trzeba dziękować, bo przecież każdy z nas uczy się na błędach.

Jezus uczy nas, że jest wielu takich ludzi, m.in. także i my, za co mają dziękować Bogu. Tymczasem wielu z nas za otrzymane dobro nie tylko, że nie dziękuje, ale wzgardzi Stwórcą, ale też i tymi, którzy są autorami dobrego czynu. Chrystus przypomina nam i uczy nas, że powinniśmy dziękować twórcom dobra, którego doświadczamy na co dzień. Jeśli nie ma w nas wdzięczności, nasze życie wtedy nic nie jest warte. 

Módlmy się zatem za nas samych, aby wdzięczność była obecna w każdym momencie i całym naszym życiu.

Łk 17, 11-19

Niewdzięczność uzdrowionych z trądu

Zdarzyło się, że Jezus, zmierzając do Jeruzalem, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.

Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!» Na ten widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni.

Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin.

Jezus zaś rzekł: «Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?» Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».


[1] Opowiadanie autorstwa Marcina Winnera

[2] Deepak Chopra

[3] Troy Amdahl

[4] Kazimierz Wójtowicz CR, Glosarium, O dwóch Alleluja żebrakach, Kraków 2007, s. 62. 

[5] https://deon.pl/wiara/komentarze-do-ewangelii/warto-dziekowac-bogu-lk-17-11-19,263916

[6] Zig Ziglar