Pewna starsza pani codziennie jeździła pociągiem. Podczas podróży zawsze siadała przy oknie, jechała na ostatnią stację, a potem wracała do domu bez wysiadania z pociągu. Podczas podróży w bardzo precyzyjnym momencie otwierała okno, wyciągnęła coś z torby, żeby wyrzucić przez okno.Ta scena powtarzała się każdego dnia!

Pewnego dnia ktoś zapytał ją: „Przepraszam, co pani robi ?”. A ona odpowiedziała: „Rzucam nasiona róży”. Osoba zapytała drwiąco: „Nasiona czego?”. „Nasiona róży” – powtórzyła pani – „bo widzę smutny i przerażający krajobraz. Mam wielką nadzieję, że pewnego dnia będę podróżować i kontemplować znacznie ładniejszą scenerię, ozdobioną kolorami różnych kwiatów”.

Osoba raz jeszcze uśmiechnęła się drwiąco i powiedziała do niej z uśmiechem: „No nie sądzę. Jak kwiaty będą rosły na poboczu drogi?”. „To prawda, że ​​wiele z tych nasion pójdzie na marne” – odpowiedziała – „ale niektóre z pewnością spadną na ziemię i nadejdzie dzień, kiedy zobaczysz, jak zakwitną”.

Dyskusja ustała i mężczyzna wysiadł z pociągu, myśląc, że starsza pani cierpi na demencję. Mijały dni i pewnego dnia mężczyzna wsiadł do tego samego pociągu. Kiedy siedział, pociąg minął pięknykrajobraz  wypełniony kwitnącymi kwiatami . Piękne kwiaty rosły wzdłuż pobocza drogi, sceneria sięzmieniła, a kolory zastąpiły mrok, który wcześniej tu panował. Mężczyzna wstał i poszedł szukać starszej pani, ale jej nigdzie nie zobaczył. Zapytał o nią konduktora . Ten odpowiedział, że ta starsza kobieta zmarła kilka miesięcy temu. Ta wiadomość zasmuciła człowieka, który powiedział do siebie: kwiaty się pojawiły, ale po co? Starsza pani nie żyje i nawet nie widziała tych kwiatów.

Kilka dni później jechał tym samym pociągiem i usłyszał siedzącą przed nim małą dziewczynkę, która z wielką radością i entuzjazmem mówiła do swojego ojca: „Spójrz na ten piękny widok, tato! Jak piękne są te kwiaty!”. I w tym momencie mężczyzna zrozumiał głęboki gest kobiety. Chociaż nie mogła zobaczyć i kontemplować widoku kwiatów, zostawiła piękny prezent dla ludzi, którzy po niej przyjdą.

Ty też rozsiewaj wszędzie nasiona swojej róży. I nie przejmuj się ignorantami, kpinami i krytyką innych. Jeśli nie zobaczysz owoców swoich wysiłków, z pewnością inni je zobaczą[1].

Tematem dzisiejszej Ewangelii jest „przyszłość”. Jezus zapowiada to, co nastąpi w niedalekiej, a może i odległej przestrzeni czasu. Przedstawia nam to, co będzie przed nami, gdy ludzie będą świadkami kataklizmów, gdzie „kamień na kamieniu” się nie ostanie i że będziemy świadkami wojen i przewrotów, gdzie naród przeciw narodowi powstanie i królestwo przeciw królestwu. Towarzyszyć temu będą trzęsienia ziemi, głód, zaraza, straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. 

Przyznać trzeba, że jest to wstrząsająca wizja przyszłości. Za każdym razem, kiedy czytam ten fragment Ewangelii, to aż ciarki po plecach przechodzą na sama myśl, że tak się stanie. Tymczasem, kiedy popatrzymy na to, co się w około nas dzieje, to dzięki informacjom, które do nas docierają z całej ziemi dzięki wszelkiego rodzaju mediom, to ma się wrażenie, że to już się dzieje, że to jest jakby obok nas. Ta rzeczywistość jest obecna już teraz i nie trzeba na nią czekać. Przerażające? Tak. Dołujące? Tak. Beznadziejne? Tak, ale tak patrząc tylko po ludzku. Bo z perspektywy nieba i tych, którzy wierzą, że ponownie zobaczą Jezusa „twarzą w twarz” w niebie, to perspektywa jest bardzo, ale to bardzo optymistyczna. Tylko osoba prawdziwie wierząca patrzy na te słowa nie z przymrużeniem oka, ale… z ogromną radością w sercu. Tylko osoba niewierząca będzie przerażona i pełna lęku i strachu. Wierzący zaś będą cieszyć się, że zobaczy Pana. Nie mamy się czego bać! Bez leku mamy iść do Pana.  

Po wypełnieniu prostego i pogodnego życia zmarła pewna kobieta i znalazła się natychmiast w długiej i uporządkowanej procesji osób, które przesuwały się powoli w stronę Najwyższego Sędziego.Przesunąwszy się do połowy kolejki coraz bardziej przysłuchiwała się słowom Boga. Słyszała jak Bóg mówił do kogoś: – Ty, co pomogłeś, kiedy miałem wypadek na drodze i zawiozłeś mnie do szpitala, wstąp do mojego Raju. Potem mówił do kogoś innego: „- Ty, co bez żadnego zysku pożyczyłeś wdowie pieniądze, wstąp, aby otrzymać wieczną nagrodę”. A potem znów: „- Ty, który wykonywałeś bezpłatnie bardzo skomplikowane operacje chirurgiczne, pomagając mi przynosić wielu ludziom nadzieję, wstąp do mego Królestwa. I tak dalej”.

Uboga kobieta przeraziła się bardzo, bowiem – choć wysilała się jak tylko mogła – nie była w stanie przypomnieć sobie żadnego szczególnego dokonania czy czynu w swoim życiu.

Przepuściła nawet kolejkę, by mieć więcej czasu na penetrowanie swojej pamięci, ale nie wymyśliła niczego ważnego. Pewien uśmiechnięty ale stanowczy anioł nie pozwolił jej ponownie przepuścić długiej kolejki. Z bijącym sercem i z wielkim strachem dotarła przed oblicze Boga. Ogarnął ją natychmiast swoim uśmiechem. „- Ty, która prasowałaś wszystkie moje koszule… Dziel się moją Radością!”.[2]

Już słyszę niektóre głosy, że to fatalny przykład, bo pokazuje, że kobiety powinny jedynie prasować koszule mężczyznom – mężom. Nie o to chodzi w tym opowiadaniu Bruno Ferrero. Przede wszystkim chce on zwrócić uwagę na to, abyśmy dążąc do nieba, tu na ziemi wykonywali wszystkie nasze drobne zadania i obowiązku sumienie. Każdy mały gest wobec drugiej osoby „liczy się u Boga”, ale także u drugiego człowieka. Nasze małe i drobiazgowe gesty serca buduję lepszy świat. A kiedy on zostanie tu zapoczątkowany i będzie tu na ziemi, jak w niebie, o wtedy będzie bardzo łatwo przejść nam do miejsca – nieba, gdzie oczekuje nas nasz Ojciec. Wrócimy do Niego i będziemy cieszyć się radością wieczną, gdzie nic nas nie będzie już przerażać, doprowadzać do lęku, czy strachu. Będzie to naturalne środowisko, gdzie będziemy żyć zgodzie i harmonii z Bogiem, sobą i drugim człowiekiem. 

Łk 21, 5-19

Jezus zapowiada prześladowania swoich wyznawców

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony».

Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?»

Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „To ja jestem” oraz: „Nadszedł czas”. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw „musi się stać”, ale nie zaraz nastąpi koniec».

Wtedy mówił do nich: «„Powstanie naród przeciw narodowi” i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.

Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».


[1] autor nieznany

[2] Bruno Ferrero, Sąd ostateczny